|
Blog > Komentarze do wpisu
Akcja "Kot"
Przejażdżka po Żyrardowie bez zahaczenia o teren byłych zakładów lniarskich byłaby niekompletna. Tak więc wjechaliśmy w klimaty postindustrialne, gdy nagle gdzieś zza murku dobiegło nas przeraźliwe miauczenie, postanowiliśmy więc sprawdzić źródło tych dźwięków. ![]() Szybko dostrzegliśmy, że wydaje je kłębek puchu, ale już sporo czasu zajęło nam namówienie go do opuszczenia kryjówki. ![]() W końcu oswoił się trochę i nadal ostrożne, miauczące non-stop kociątko marki dachowiec, ruszyło zapoznawać się z nowymi elementami otoczenia. ![]() My tymczasem przygotowaliśmy mu ucztę z dwóch dań i zaczęliśmy rozważać możliwe scenariusze. Zastanawiało nas, czy kociątko zostało porzucone przez człeka lub matkę, osierocone, czy też może mama-kota ruszyła na polowanie do pobliskiego stoiska mięsnego w supermarkecie... próbowaliśmy dogadać się z kotem, ale porozumiewał się tylko kocio-żyrardowskim, Ela znała tylko koci żoliborski, zaś ja z Pawłem ani be, ani me, ani miau. To już łatwiej byłoby na migi, bo juz na poziomie przekazu tak/nie pojawiły się problemy ze zrozumieniem. Ostatecznie, wobec bariery językowej, postanowiliśmy kontynuować wycieczkę rowerową, a po powrocie odwiedzić kota i zobaczyć, czy jego mama nie wróciła. ![]() Gdy wróciliśmy zdrożeni i zakurzeni, namierzyliśmy miauczącego kota i wydobyliśmy go z kryjówki pomiędzy murkami. Mamy nie było, a spożycie Whiskasa wskazywało na obecność tylko tego maleństwa. Wkrótce za pomocą głaskania udało się nam przełączyć go z trybu miauczącego na mruczący. ![]() ![]() Ela była już zdecydowana zabrać kota ze sobą, należało jeszcze dogadać się z kociątkiem, czy w ogóle chce się przeprowadzać. Kotek nie bardzo miał ochotę zmieniać miejsce zamieszkania, ale nie chciał też byśmy go opuszczali – najbardziej chyba chciał, byśmy to my z nim zostali... W końcu zapadła decyzja, że zabieramy go ze sobą, pozostały jednak do rozwiązania problemy związane z logistyką. Próby zaimprowizowania szelek i zapakowania kota do plecaka zakończyły się fiaskiem... tak więc jazda rowerem odpadała i na dworzec trzeba było iść pieszo. ![]() Skończyło się tym, że kociak podróżowł na Eli, bo choć Paweł skombinował w sklepie pudło, to nie było ono zamykane, a kot z niego uparcie wyłaził. Po drodze kociak wzbudzał u przechodniów prawdziwą erupcję sympatii.![]() Spacerkiem dotarliśmy na dworzec, a kociak zaczął się robić śpiący i opakowany w bandamę dał się trzymać w pudełku i już dwa gwizdki i jeden turkot później, stał się kotem, który jeździł koleją. ![]() Tak oto kociątko zmieniło miejsce zamieszkania z żyrardowskiej fabryki na żoliborskie blokowisko, Ela z Pawłem zostali szczęśliwymi rodzicami, a wujek To Mi ojcem chrzestnym. Zapadła decyzja, że na przyszłość rower należy zaopatrzyć w koszyk... zamykany koszyk. Pozostaje jeszcze kwestia wyboru imienia dla kota, a właściwie koty. Moim zdaniem powinno nawiązywać do Żyrardowa lub roweru, na przykład Czerwonka (od Czerwony Żyrardów), albo Przerzutka. ciąg dalszy: Akcja "Kot" 2 poniedziałek, 17 lipca 2006, meteor2017
TrackBack
Komentarze
Gość: , 213.77.34.3*
2006/07/17 16:04:31
Proponuję imię "Manetka" albo - jeżeli to kocur - "Klocek" :p
2006/07/17 16:13:32
To ona :) "Manetka" wędruje do worka z imionami, w międzyczasie wylądowały tam też: "Szprycha" i "Żyrardina"
Gość: , qf138.internetdsl.tpnet.pl
2006/07/19 08:26:38
Proponuję Filip lub Fil na czesc Philipa de Girarda.
2006/07/19 15:27:06
Słuszna to linia :) Jednak to raczej imię dla kota niż koty...
Hmmm, może Żyrardów ma jakieś sławne kobiety? Nie przypominam sobie niestety, bo np. Paweł Hulka-Laskowska wbrew pozorom nie była kobietą ;) |