|
Blog > Komentarze do wpisu
Pocztówka z malin
No to zostałem wpuszczony w maliny... a właściwie sam się w nie wpuściłem. Dobrze, że już owocowały, to przynajmniej pojadłem sobie. A było to tak – jechałem sympatyczną leśną dróżką, która stawała się coraz mniejsza, coraz niewyraźniejsza, coraz bardziej zarośnięta, aż w końcu zniknęła zupełnie. Normalny człowiek w tym momencie zawraca, ale nie ja – ja pojechałem dalej, pakując się w maliny, a także zarośla innych przedstawicieli rodzimej flory. Po drodze przebrodziłem nawet przez ledwo widoczny w krzakach strumyk, a chwilami musiałem sobie torować drogę uniwersalnym urządzeniem do pogromu zarośli, zwanym pospolicie drągiem. ![]() ![]() Wreszcie wyłoniłem się z krzaczorów na skraju lasu i okazało się, że rower zyskał naturalne maskowanie. ![]() niedziela, 16 lipca 2006, meteor2017
TrackBack
|
zacznę być tu stałym gościem:)
pozdrawiam i do zobaczenia na WMK