|
Blog > Komentarze do wpisu
Pocztówka żyrardowska bezkluczowa
26 czerwca bieżącego roku. poniedziałek, początek tygodnia. Nie wyspałem się, w niedzielę wróciłem późno z wypadu rowerowego na drugą stronę Wisły, a na 8 musiałem wstać do pracy.... a poniedziałek jak to poniedziałek, początek tygodnia roboczego, a zawsze w pierwszy i drugi dzień tygodnia mamy młyn w robocie. Co gorsza, zapomniałem kanapek. - Spotkać się ze znajomymi i wpaść do kogoś, albo pójść do knajpy... byłaby okazja nadrobić zaległości towarzyskie, ale okazało się że z osób które są na miejscu i z którymi mam kontakt, nikogo w poniedziałek nie dało się namówić.Wyszedłem urąbany prosto w gorące i duszne popołudnie. Jechałem do domu jak do raju - wykąpię się, zjem coś, utnę sobie drzemkę... a tu przed drzwiami okazuje się, że zapomniałem klucza! Bluzgi odbiły się echem po klatce schodowej. Wkurzyłem się. Ale na szczęście dosyć szybko się uspokoiłem, pogodziłem z kiblowaniem poza domem i zacząłem kombinować co dalej. Miałem pecha, bo dzisiaj mama pracowała na drugą zmianę, czyli miałem 4 godziny do 22. Jechać do Warszawy po klucze? Eee, nie chce mi się... Na początek kompletnie już wyluzowany i pogodzony z loem udałem się do sklepu, by drogą kupna nabyć jogurt, wafelki i wodę mineralną. Potem ruszyłem w kierunku osady fabrycznej zastanawiając się co dalej i kolejno eliminowałem opcje: -Wpaść do rodziny i przeczekać... eee tam, nie miałem ochoty. -Pójść do kina... niestety akurat u nas nic ciekawego nie grali. -Udać się do kawiarni na jakąś kawę, czekoladę, albo coś innego... przeszedłem obok Tygielka i stwierdziłem, że jakoś nie mam ochoty siedzieć w ogródku, a na posiadówę we wnętrzu przy takiej pogodzie tym bardziej. -Połazić po mieście i porobić zdjęcia... eee, za gorąco, a ja byłem zmęczony. Ostatecznie zaległem na ławeczce na żyrardowskim Nowym Świecie (ob. ul. Kościuszki) podjadając i popijając to co zakupiłem, czytając Fantastykę (Nową, jak i Świat), obserwując od niechcenia luszi i również od niechcenia robiąc zdjęcia. Ostatecznie, w końcu jest ładna pogoda i można sobie posiedzieć na ławeczce - cisza, spokój, ogólnie było bardzo przyjemnie. Gdy już nieco się ochłodziło, przeniosłem się na Plac Wolności (ob. JP II), na którym są mniejsze drzewka i wcześniej wszystkie miejsca w cieniu były zajęte. Tutaj ludzi było dużo więcej niż na Nowym Świecie. A poniedziałek jak to poniedziałek... nawet pociąg, którym mama przyjechała był opóźniony ze 20 minut. Więcej zdjęć z posiadówy ławkowej bezkluczowej żyrardowskiej w galerii na Picasie (link). wtorek, 26 czerwca 2007, meteor2017
TrackBack
Komentarze
2007/06/27 02:05:21
też tak miałem niedawno. tylko nie miałem aparatu, byłem po całym dniu roboty i się powoli zaczynało ściemniać.
Szprot mimowolnym świadkiem; oby więcej nie :/ 2007/06/27 10:40:17
Ja też wolalbym tego nie powtarzać :-P Grunt że wkurzenie minęło i jakiś taki wewnętrzny spokój na mnie spłynął... Ale gdybym nie był taki zmęczony, to zdjęć porobiłbym więcej.
@Lav. - znowu najpierw byłaś na Picasie, co? ;-P 2007/06/27 12:32:23
Bo jak wchodzę do siebie na gugle(picasy sobie jak dotąd nie zainstalowałam) - z prawej strony wyskakuje kwadracik. To Mi dodał tyle a tyle zdjeć tu i tu. I jak ja mam się oprzeć takiemu kwadracikowi? ;p
|
lavinka co wie