|
Blog > Komentarze do wpisu
Deja vu w Sopotni
Zszedłem do Sopotni Wielkiej i skierowałem się do sklepu. Sklep jak sklep - skonsumowałem jogurcik, uzupełniłem zapasy, a potem poszedłem zobaczyć pomnik po drugiej stronie drogi. I w tym momencie poczułem jakiś niepokój... co jest? Patrzę - modrzew pomnik przyrody na skrzyżowaniu. Wygląda kurna znajomo. Odwróciłem się i ponownie spojrzałem na sklep. No tak! Przecież to tu zeszliśmy pewnej zimy, mieśmy ze dwie godziny do autobusu i schroniliśmy się w środku. Przecież to tu nabyliśmy Grzańca Galicyjskiego i zrobiliśmy go na epigazie pod tymi schodkami!!! czwartek, 26 lipca 2007, meteor2017
TrackBack
|