|
Blog > Komentarze do wpisu
DoŁódzka Odyseja Kolejowa
Wybrałem się dnia pewnego po pracy do Łodzi, a było to 9 października roku bieżącego... Podjechałem na stację Żyrardów na pociąg pospieszny, głos z megafonów jednak ogłosił, że pociąg jest opóźniony ok. 30 min... i rzeczywiście już po 50 minutach przyjechał pociąg, ale nie do Łodzi, tylko do Gliwic. Wsiadłem więc do Hutnika by zmienić stację na której będę dalej czekał... początkowo zastanawiałem się nad Koluszkami, ale zdecydowałem się na Skierniewice, gdzie są tylko dwa perony i przesiadka (z rowerem) jest mniej skomplikowana. Hutnik przyjechał do Skierniewic, ja wysiadłem, a pociąg stał i stał i stał... Potem wyjaśniła się przyczyna postoju, wjechał pociąg w drugą stronę, który należało przepuścić - był to ED-74, drugi ze składów tego typu prosto spod igły, które zaczynają kursowanie na trasie Łódź-Warszawa. Ten skład wyruszył na trasę kilka dni wcześniej, no i właśnie miał jakąś awarię i trzygodzinne opóźnienie. Ale teraz był już na chodzie, chwilę postał i ruszył dalej. odjechał też Hutnik. Następnie wjechał mój pociąg do Łodzi, który nazywał się jakoś na K. W końcu pomnknąłem właściwym pociągioem z licznymi przestojami, a od Skierniewic do Koluszek oczywiście zatrzymywał się na każdej satcji (jest remont i niektóre pospieszne uzupełniają braki pociągów osobowych wycofanych z trasy). W końcu ze stuminutowym opóźnieniem dotarłem na stację Łódź Fabryczna, czyli jechałem prawie dwa razy tyle, gdyż według planu miało to zająć 110-120 minut. Biorąc pod uwagę, że miałem 88 km do przejechania, na 1km przypadała ponad 1 minuta i 8 sekund spóźnienia. sobota, 27 października 2007, meteor2017
TrackBack
|