|
Blog > Komentarze do wpisu
Świąteczna pocztówka z Łodzi 26
Do Łodzi przyjechałem 25 grudnia i zasiedziałem (a właściwie zajeździłem) się aż do 26. Tego dnia przejechaliśmy z huannem ponad 50 kilometrów (powiedzmy że 53, ale to tak pi razy oko... w każzdym razie więcej niż 50, a mniej niż 60) i do tego nie udało nam się wyjechać poza granice Łodzi. Rano wyjechaliśmy ze Starych Bałut i ruszyliśmy na Stoki - najwyżej położoną dzielnicę Łodzi, gdzie podobnie jak na okolicznych zniesieniach Łodzkich nadal było biało, mimo że niżej już było szaro-buro. Oprócz bieli, cieszyliśmy się masażem niektórych części ciała zafundowanym przez nawierzchnię z kocich łbów. Oraz dzielnicą niemieckich domów z czasów II wojny światowej, która ponoć widoczna z lotu ptaka miała się układać w swastykę..
Potem pomknęliśmy w dół, by... ...w czynie społecznym pogłębiać żwirownię Pomorska. Po spełnieniu obowiązku klasy robotniczej, ruszyliśmy na spotknie na Widzewie - od lewej: wuj aard, kuzyn misiomiś, stryjek huann (a z drugiej strony obiektywu - wujek To Mi). Święty obowiązek rowerzysty - przejechać się ścieżką rowerową, skoro już jest i to nawet po drodze. Olechów - tereny kolejowe. Zdobycie Mount Awdak (czyli K2 wspak). Zdobycie Mount Żwirestu - skoro w żwirowni powstał dołek, to gdzieś musiał powstać górek. Tak jak obok dzielnicy Stoki jest dzielnica Doły.
Posuń się! Ale szerokie te tory... czyli dojeżdżamy z powrotem do stacji Łódź Widzew, zataczając ładną pętlę. A u Szproty były koty... i brak światła, bo wysiadło na stacji Łódź Widzew (lub nawet w Koluszkach). A do Żyrardowa zajechałem z piskiem opon ED-74 003. Zobacz też: - Świąteczna pocztówka z Łodzi 25 piątek, 04 stycznia 2008, meteor2017
TrackBack
|