|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
0. TREŚCIOSPIS
0. ZAPROSZENIA i AKTUALNOŚCI
1. HOŁMPEJCZ
2. BLOGI ROWEROWE
3. PEJCZE ROWEROWE
4. BLOGI RÓŻNISTE
5. MIX RÓŻNYCH PEJCZY
Tagi
|
Wpisy z tagiem: by night
czwartek, 22 lipca 2010
Pierwsza setka lavinki (17/18 lipca 2010)
To była końcówka upalnego tygodnia... po doświadczeniach poprzedniego tygodnia zdecydowaliśmy, że odpuścimy sobie jazdę w ponadtrzydziestostopniowym upale w dzień i tak jak w ostatni weekend jeździć będziemy nocą.
Ja wyruszyłem ok 18:30 lavinka ok. 19:00, po przemieszczeniu sie odpowiednio pociągiem i metrem spotkaliśmy się przed 20:00 na Powiślu pod moją skrzynką Schody Odeskie i ruszyliśmy skrzynkowac na Mokotowie. Skrzynkowanie typowo miejskie - a to ktoś piknikował pod skrzynką, a to skrzynka zniknęła, a to był to jakiś mikrus wymagający obmacania sporego obszaru ogrodzeń, murów itp., a to park nam zamknęli... ale i tak udało nam się znaleźć 4 skrzynki w tym 1 multicache (lavinka jedną już miała, a jedna to była jej). Skrzynka przy której określenie "pudełko po filmie" nabiera innego znaczenia! Kucyk na reperze Tajemnicze drzwiczki Stąd ruszyliśmy na Służew i tu już po ciemaku szukaliśmy trzech skrzynek... znaleźlismy dwie, ale ta nieznaleziona to skrzynka makosa więc się nie liczy, podpowiedzi często nic nie mówią, a wręcz przeciwnie, tak że czasem człowiek po znalezieniu nadal nie wie o co chodziło. Mimo że przed nami były 4 osoby, nadal czeka FTF - certyfikt dla pierwszego znalazcy A potem długa do Lasu Kabackiego gdzie spędziliśmy prawie cztery godziny. Tu skrzynek 7 (z czego 2 wirtualne i 1 quiz), przy punkcie startowym quizu zrobilismy sobie postój na kawę, kanapki i ciastka w Parku Kultury i Wypoczynku... z daleka słychać było "kulturę" przy ogniskach, ale to w innej części parku, przy naszym stoliku był spokój. Żeby znaleźć element quizu musiałem skakać przez płot, bo na noc zamknęli plac zabaw. Środek Lasu Kabackiego... miejsce pochodzenia... Tesco na Kabatach? Taaaka skrzynka! Żółwik odrzutowy w otoczeniu trzech logbooków Gdy wyjeżdżaliśmy z lasu, powoli zaczynał się brzask i robiło sie coraz jaśniej, po drodze jeden wirtual przy grobie współprowadzącego program Sonda, a potem Stawy Raszyńskie i okoliczne. Tu znaleźliśmy jedną skrzynkę (wschód Słońca!!!), bo druga zniknęła, a przy kolejnej był taki syf, że nie chciało nam się zbyt długo szukać. Potem Pęcice gdzie lavinka przy pomrukach burzy znalazła skrzynkę którą już miałem. ['] Ostał się ino magnes Wschód przy skrzynce na Stawach Raszyńskich Tajna agentka na cmentarzu w Pęcicach ![]() Stamtąd lawirując między burzami jechaliśmy przez Pruszków, Brwinów i tam dopiero dopadł nas deszcz - jeden przeczekaliśmy na przystanku wymieniając się GeoKretami, drugi na kolejnym przystanku. A potem na Grodzisk. Tutaj udało nam się przypadkiem wpaść na kluczowy element quizu, ale skrzynki nie udało się znaleźć... next time. A stamtąd już do lasu skrywającego Z.Z.Z. Naszukaliśmy się nowego multicache'a, ale w końcu znaleźliśmy i warto było. A stamtąd juz prosto do Żyrardowa... łatwo powiedzieć, ale to jeszcze niezły kawałek, a my już byliśmy zmęczeni i spiący po całonocnej jeździe. A Starych Budach lavince stuknęła pierwsza w życiu setka na rowerze! Hip hip hurra! A tu lavinka juz nieco mniej żywa, kilka kilometrów dalej w Międzyborowie A potem: "wracam do domu, jem sniadanie, idę spać..." W sumie lavinka wykręciła 109.32km, a ja jakis kilometr mniej.
piątek, 06 listopada 2009
Nocne ujęcie tematu
,
Na początek Sarenka Warszawska... tfu, pokiełbasiło mi sie przez te różowe jelonki, co to w poblizu stały, ale odeszły już w niepamięć. Syrenka, Syrenka Warszawska.
I most... warszawski, ale Świętokrzyski. Wielki bąbel światła rozpięty na ulatujących żurawiach. Byt nie do końca materialny istniejący między Stadionem X-lecia, a Stadionem Narodowym. Z prawej Poniatoszczak z nienacka się wcina... Nad Wisłą, o Wiśle, Po...Wiśle.
sobota, 31 października 2009
Critical October Mass
Gdy dojechałem na Masę, okazało się że niejaki Alex z San Francisco (kolebki Masy Krytycznej) daje koncert, wykorzystując możliwości masowej rikszy.
Nieoficjalny Kierownik Imprezy w stanie spoczynku Spóźnialscy jadą na Masę. A Maciek już jedzie zabezpieczać skrzyżowanie. Rolkarzami Masa się zaczyna I rikszą Ap otem jechała, jechała, jechała... A potem nagle się skończyła i musiałem się szybko zwijać, by mnie nie zostawiła z tyłu. To tylko 442 osoby w końcu. A teraz w drugą mańkę A tu sie jeszcze szybciej skończyła... raz, że ulica szeroka, dwa że może część rowerzystów zmarzła i uciekła. A lavinka zaczęła pod koniec oznajmiać, że jej zaraz stopy i dłonie odpadną. Ale dała radę dojechać do końca. Reanimacja lavinki została podjęta przy najstarszych w Polsce schodach ruchomych. Przy okazji pojeździliśmy sobie nimi, zwiedziliśmy toaletę, napiliśmy sie herbatki z termosu (tudzież ogrzalismy dłonie kubkiem z herbatą) i znaleźliśmy kesza. Wszystkie zdjęcia na Picasie.
wtorek, 10 marca 2009
Wycieczka w granicach Warszawy... prawie
To była sobota, prognozowana śnieżyca wystraszyła wszystkich chętnych i w Rembertowie przy pomocy SKMki stawiło się nas dwóch: Radek i wujek To Mi. Śnieżyca też odpuściła sobie wycieczkę i na kilku płatkach śniegu się skończyło.
A potem przez Rembertów, przez osiedle wojskowe (mój brat opowiadał, że kiedyś by dostać się do kolegi, który tam mieszkał, potrzebował przepustki i rekomendacji) na polygon. O, tu spędziliśmy naprawdę dużo czasu i więcej na jego temat napiszę w jednej z kolejnych pocztówek... a nawet kilu pocztówkach. Na koniec przez strzelnicę (czynną, ale akurat nikogo tam nie było... nie strzelali do nas) i jednostkę wojskową wyjechaliśmy z poligonu by ruszyć w las, w Mazowiecki Park Krajobrazowy. A potem już sielanka - szlaki, schodki, pomniki, krzyże, jeziorka. Nad jeziorkiem Torfy stwierdziliśmy, że robi się późno... cóż, eksploracja poligonu zajęła nam trochę czasu. Postanowiliśmy więc zrezygnować z reszty trasy i od razu dobić do torów. Ale po drodze odwiedziliśmy jeszcze opuszczony cmentarz ewangelicki i kirkut, które wypatrzyłem na mapie. Co to by była za wycieczka z wujkiem To Mi'm bez opuszczonych cmentarzy? Nawet jeśli nie było ich w planach! W końcu po coś mam ten patent Hieny Cmentarnej. Mimo, że dotarliśmy do stacji w Radości, to stwierdziliśmy, że nie wracamy pociągiem, bo mamy dość sił by dojechać rowerem. I tak dotarliśmy do Mostu Siekierkowskiego z najpiękniejszą panoramą na Centrum, opróżniliśmy termos z resztek herbaty i każdy ruszył w swoją stronę. Trasa wycieczki prowadziła niemal w całości w granicach Warszawy, jedynie może część poligonu była poza granicami. Komplet zdjęć w galerii na Picasie. |