|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
0. TREŚCIOSPIS
0. ZAPROSZENIA i AKTUALNOŚCI
1. HOŁMPEJCZ
2. BLOGI ROWEROWE
3. PEJCZE ROWEROWE
4. BLOGI RÓŻNISTE
5. MIX RÓŻNYCH PEJCZY
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Hiszpania
wtorek, 23 września 2008
Pireneje dzień 1c: kamieniste ścieżki
Po zejściu z drogi (link), wędrowaliśmy dalej w górę, robiło się coraz bardziej kamieniście, natomiast Słońce z przekory schodziło coraz niżej i zostawiło nas samych w mroku, więc poszliśmy spać i tak zakończył się dzień pierwszy.
sobota, 20 września 2008
GTWb: Bicing Barcelona
Jest to wpis na 11. Akcję GTWb: Komunkacja miejska.
wtorek, 16 września 2008
Pireneje dzień 1b: powoli w górę doliny
Po tym jak wyruszyliśmy z Areu (link), przez jakiś czas szliśmy asfaltową, która zmieniła się w szutrówkę. Po drodze mijaliśmy kamienne domki i murki z coraz wyższymi górami w tle, a i my tymczasem powoli nabieraliśmy wysokości idąc w górę doliny. Rzut oka w drugą stronę. A tu nagle! Ziuuuu! Nasz cel to Pica d'Estats (3143m), ale to dopiero następnego dnia. Tymczasem dotarliśmy do Rezerwy Narodowej na Kaca. A droga zmieniła się w drogopotok, który przyjemnie chłodził stopy, podczas gdy słońce niemiłosiernie prażyło w głowę Aż tabliczki rdzewiały od tej wilgoci. A tymczasem murki, domy, strumienie, góry... my. W końcu zeszliśmy z drogi i powędrowaliśmy szlakiem który biegł sobie ścieżką, ale jeszcze kilka razy wracaliśmy na chwilę do drogi. By spotkać na przykład rowery na grzbie czterokołowca. Aż ostatecznie z niej zeszliśmy, odbijając w boczną dolinę. Ciąg dalszy wędrówki w przyszłym tygodniu, jak wrócę z rodzimego produktu góropodobnego (znaczy z Pogórza Przemyskiego).
poniedziałek, 15 września 2008
Pireneje dzień 1a: ciuch ciuch w góry
Pora zacząć relację z wypadu w Pireneje. Pierwsza pocztówka będzie o dojeździe (w większości kolejowym). Wystartowaliśmy z Barbera del Valles gdzie gościli nas Gosia z Wojtkiem i kolejką podmiejską pojechaliśmy na dworzec Barcelona Sants.
Tam okazało się, że będziemy przechodzić przez kontrolę bagażu, co gorsza okazało się, że nie można przewozić butli z gazem, a jeszcze gorzej że dwie butle (z pięciu) nam wykryli i niestety były to te większe butle. Wojtek tylko westchnął: Trudno, dokupimy w Andorze. W końcu wsiedliśmy do pociągu larga distancia, który nas dowiózł do miejscowości Lleida: Tam czaił się AVE, czyli taki lokalny TGV, nowy nabytek kolei hiszpańskich. Ale my nim nie jechaliśmy, tylko wsiedliśmy do pociągu media distancia, który jechał do La Pobla de Segur. Tam za radą kierownika pociągu bagaże zwaliliśmy w przedziale rowerowym (swoją drogą przedział ciasnawy i bez żadnych wieszaków czy stojaków). Za tym przedziałem była kabina maszynisty, do której co i raz przychodziły matki z dziećmi by te popatrzyły jak się prowadzi pociąg... niewykluczone, że maszynista dawał im poprowadzić pociąg. A za oknem były piękne widoki. W końcu dotarliśmy do La Pobla de Segur, pociąg skończył bieg, a my wsiedliśmy do zamówionego zawczasu busa i dojechaliśmy do Areu, uroczej katalońskiej wioski. Stamtąd w pełnym Słońcu powędrowaliśmy w góry, ale o tym już w następnej pocztówce. Zobacz też galerię Gosi z wyjazdu. |